Od około dwudziestu lat popieram zarówno ideę tworzenia wojsk terytorialnych, jak i rozwój krośnieńskiego lotniska. I właśnie dlatego nie zamierzam udawać, że nie widzę problemów. Dziś, gdy pytam o konkrety, zamiast danych dostaję ogólniki, a zamiast odpowiedzi zarzuty o “hejtowanie i blokowanie rozwoju”. Nie, nie zmieniłem zdania. Ale poparcie dla ogólnych kierunków i założeń nie oznacza ślepej wiary w deklaracje władzy.
Krośnieńskie lotnisko od 12 lat pełni też funkcję bezpiecznego „rezerwatu” dla saren. To nie świadczy o przesadnej dbałości o bezpieczeństwo, bo lotnisko to nie miejsce dla płochliwych zwierząt. Ale mają przyjść zmiany. Czy sarny ustąpią miejsca Boeingom i Airbusom? Lotnisko ma się stać częścią wielkich planów rozwojowych. Ambicje są spore, kontrowersji też nie brakuje. A ten felieton? Pewnie nikomu się nie spodoba. Trudno. Nie piszę go po to, żeby wszystkim było miło, ale może przynajmniej kilka osób pozna inne perspektywy?
Przeczytaj także:
Popierałem WOT, zanim stało się to modne
Z Wojskami Obrony Terytorialnej sprawa jest dla mnie prosta. Na początku XXI wieku, pisząc pracę dyplomową o współczesnych konfliktach zbrojnych i ich asymetrycznym charakterze, zwracałem uwagę na problem, który w Polsce dopiero miał się przebić do szerszej dyskusji.
Co zrobić, gdy potencjalnym przeciwnikiem jest państwo dysponujące znacznie większym potencjałem pancernym, przemysłowym i technologicznym? Próbować za wszelką cenę dorównać mu we wszystkim? Czy rozwijać też zdolności pozwalające wykorzystać jego słabości i podnieść koszty jego działań?
Dla mnie odpowiedź była oczywista: potrzebujemy rozwinięcia zdolności asymetrycznych. Mobilnych, rozproszonych pododdziałów zdolnych do zwalczania broni pancernej, przeciwdziałania zagrożeniom z powietrza i reagowania na dywersję.
Rosja, to nie tylko przewaga w ogromnej ilości czołgów. To także koncepcje wojsk aeromobilnych, przerzucanych helikopterami transportowo-bojowymi daleko za linię frontu, wspieranych ciężkimi śmigłowcami szturmowymi (nazywanymi wręcz “latającymi czołgami”). Trzeba było też brać pod uwagę niewielkie grupy dywersyjne, atakujące infrastrukturę i dezorganizujące funkcjonowanie państwa. W takich warunkach liczy się nie tylko regularna armia, ale też formacja mobilizowana lokalnie, znająca teren i zdolna do szybkiej reakcji na miejscu. Zdolna do blokowania grup zwiadowczych, organizowania zasadzek przeciwpancernych, zwalczania śmigłowców próbujących przeniknąć na tyły i do ochrony ważnych obiektów przed dywersją. W ostatniej dekadzie do zagrożeń dołączyły jeszcze masowe drony (chociaż zwiastunem ich znaczenia były już konflikty sprzed 30 lat).

Dlatego od ponad dwudziestu lat popieram rozwój wojsk terytorialnych, jako formacji zdolnej do działania na własnym terenie, ochrony infrastruktury i wykorzystywania lekkich, mobilnych środków walki. Tak, od ponad dwudziestu lat, na długo przed ogłoszeniem tworzenia WOT w Polsce, bo podobne formacje już funkcjonowały w innych państwach, więc były wzorce do naśladowania.
Czy lekka piechota może zatrzymać czołgi? Może. Wielu komentatorów śmiało się z tego, gdy powstawały pierwsze oddziały WOT. Dziś już chyba nikt w to nie wątpi. Już w latach 90-tych lekka czeczeńska piechota dokonała masakry rosyjskich czołgów, w tym najnowszych wówczas T-80. Używane dziś przeciwpancerne Javeliny są o wiele groźniejsze niż granatniki używane przez Czeczeńców, ale i one nie są wynalazkiem ostatnich lat. Ten system ma 30 lat! Jest względnie lekki (np. około 3x lżejszy od rosyjskiego systemu Kornet), a zaprojektowano go do niszczenia zarówno najcięższych czołgów, jak i bojowych śmigłowców. Zatem stanowi idealną broń dla wojsk terytorialnych, tego typu systemy wskazywałem jako przykładowe uzbrojenie wojsk terytorialnych. Wojna w Ukrainie pokazała, jak bardzo jest skuteczny! Dla mnie nie była to jednak nowa lekcja, którą trzeba było odrobić dopiero po rosyjskiej inwazji. Od ponad dwóch dekad uważam, że powinniśmy mieć taką broń i oddziały terytorialne. I wreszcie mamy.
Dziś zmienił się charakter zagrożeń. Drony mogą dziś razić cele daleko za linią frontu. Obrona przed nimi wymaga rozpoznania, walki elektronicznej i środków zwalczania celów powietrznych dobranych do konkretnego zagrożenia. WOT jest dozbrajany i szkolony do działania na dronowym polu bitwy.
Uważam zresztą, że rozwój WOT powinien być nawet ambitniejszy, niż zakładają obecne plany. Brygady powinny powstać w całym kraju. Wszędzie tam, gdzie jest cenna infrastruktura zagrożona dronami lub dywersją. Byłoby wiec sporą hipokryzją wzbranianie się przed obecnością WOT w Krośnie.
Zarazem nie sposób zgodzić się z twierdzeniem, że WOT „nie ma zadań militarnych”. Jeśli Piotr Przytocki tak mówi, to chyba nie wie, z kim podpisał porozumienie…
Lotnisko ma sens. Tylko pokażcie jaki
Z lotniskiem w Krośnie jest podobnie, choć moja historia zaczyna się nieco później. Około 2008 roku (to już prawie 20 lat!) zapoznałem się po raz pierwszy z koncepcją rozwoju łączącą lotnisko z edukacją techniczną, szkolnictwem (technikum i uczelnią wyższą) oraz współpracą z przemysłem i tworzenie terenów inwestycyjnych. Kompleksowa wizja rozwoju wokół lotniska. Lotnisko miało być elementem tej układanki, a nie celem samym w sobie.
W takim modelu infrastruktura lotnicza może wspierać rozwój strefy inwestycyjnej i przyciągać biznes. Sama infrastruktura nie gwarantuje sukcesu, ale powiązanie transportu, edukacji i przemysłu ma ogromny sens. Od blisko 20 lat wokół lotniska wdrażane są rozwiązania tworzące synergię edukacji, gospodarki i lotnictwa.
Od tamtego czasu nie zmieniłem zdania: popieram rozwój krośnieńskiego lotniska!
Nie oznacza to jednak, że bezkrytycznie popieram każdą decyzję i każdy sposób uzasadniania inwestycji. Poparcie dla kierunku rozwoju nie oznacza zgody na wszystko.
Dziennikarz nie jest od przytakiwania
Własne poglądy nie zwalniają z myślenia, ignorowania faktów ani przymykania oczu na sprzeczności. Tym bardziej nie zwalniają dziennikarza z zadawania pytań. Czym innym jest ogólne popieranie kierunku rozwoju, a czym innym sprawdzanie kosztów inwestycji, jej skutków, pytanie o dokumentację dokumentacji i pytanie o procedury oraz przepisy. Można popierać cel, a zarazem pytać o sposób jego realizacji. To nie brak konsekwencji, tylko dziennikarski obowiązek. Rolą dziennikarza nie jest myślenie za czytelników, lecz dostarczanie im informacji i konfrontowanie deklaracji z faktami. Nawet wtedy, gdy sam dziennikarz prywatnie popiera opisywane przedsięwzięcie.
Uważasz, że Krosno potrzebuje wolnych mediów?
Wesprzyj naszą misję!
Powiedz o KrosnoSferze znajomym. Udostępniaj nasze wpisy!
Możesz wesprzeć nas finansowo:
Santander Bank Polska: 05 1090 2590 0000 0001 3762 3216 z dopiskiem „KrosnoSfera”
Lub wesprzyj Fundację „Pasjonauci” poprzez serwis zrzutka.pl
Batalion widmo i pytania o bezpieczeństwo
Przy okazji podpisania porozumienia z wojskiem 17 września informowano o szkoleniach, które miały rozpocząć się w ciągu dwóch–trzech miesięcy, oraz o ulokowaniu na stałe batalionu od początku przyszłego roku. Teraz słyszymy, że ustalenia mają jedynie „wstępny charakter”, a “stałej obecności wojskowej nie będzie”. Co zmieniło się przez ten miesiąc? Czy media dostały sprostowanie albo uzupełnienie komunikatu z 17 września? Która wersja jest prawdziwa? Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, jakie są rzeczywiste ustalenia. No będzie ten batalion, czy nie?

Jeszcze bardziej niepokoi mnie podejście do kwestii bezpieczeństwa. Z wypowiedzi prezydenta wynika, że wpływu obecności wojska na poziom zagrożenia nawet nie analizowano. Tymczasem Krosno już ma infrastrukturę, która może być celem np.: lotnisko, szpital i przemysł lotniczy (ja nie podpowiadam, ja stwierdzam fakt). Dywersja i ataki dronów mogą zdarzać się także poniżej progu otwartej wojny. W tej sytuacji także organizowanie szkoleń operatorów dronów wprowadza dodatkowy cel militarny. Równolegle stała obecność batalionu WOT może wzmacniać bezpieczeństwo regionu, a nie je pogarszać. Tyle że (jak wynika z odpowiedzi miasta) nie przeprowadzono analizy ryzyka i procedur. I ponownie, to w końcu będzie ten batalion w Krośnie?
Odpowiedź, że „w razie wojny decyzje podejmować będzie ktoś inny”, nie rozwiązuje problemu. Ba, świadczy o tym, że prezydent miasta sam nie rozumie problemu. Pomiędzy pokojem, a wojną jest jeszcze całe spektrum działań hybrydowych, takich „poniżej progu wojny”.
Wielkie nadzieje, kompleksy i wróżenie z fusów
Ekonomicznie też jest niekonsekwentnie. Chciałbym poznać konkretne prognozy: jaki ruch lotniczy przewiduje się w kolejnych latach, jakie samoloty mają korzystać z lotniska, jakie będą koszty i przychody oraz co musi się wydarzyć, żeby inwestycja przyniosła miastu korzyści. Bez tych danych trudno ocenić jej zasadność ekonomiczną. Mówimy przecież o dziesiątkach milionów złotych. Wkład miasta, zależnie od przyjętych wyliczeń, ma wynieść od około 14 do 23 milionów.

Jest też druga strona problemu. Z jednej strony słyszymy o rozwoju, większych samolotach i korzyściach gospodarczych. Z drugiej, dokumentacja środowiskowa musi opierać się na założeniach dotyczących ruchu i jego wpływu na otoczenie. Jak te założenia mają się do wizji rozwoju przedstawianej mieszkańcom? Co, jeśli ruch wzrośnie i rzeczywista eksploatacja zacznie odbiegać od przyjętego scenariusza? Czy przeanalizowano związane z tym ryzyka oraz możliwe konsekwencje prawne i finansowe?
Takie ryzyka trzeba rozpoznać przed podjęciem decyzji, których skutki mogą być odczuwalne przez dekady. Dziś będziemy świętować dotację i kolejną inwestycyjną statuetkę, a za kilka czy kilkanaście lat mierzyć się z gargantuicznymi kosztami, których nikt wcześniej nie uwzględnił. Nie chcę zatrzymywać rozwoju Krosna. Nie chcę tylko, żeby miasto zapłaciło zbyt wysoką cenę.
Na razie argumentacja za rozbudową jest pełna emocji, wielkich nadziei i ogólników. Konkretów i danych brak. A kto pyta, ten „hejtuje”, przeszkadza w rozwoju albo „ma jakiś interes”. Można odnieść wrażenie, że ktoś próbuje kompensować sobie kompleksy dłuższym pasem startowym. Tyle że metry asfaltu nie zastąpią argumentów, a obrażanie pytających nie zastępuje rzetelnych analiz.
W reklamie odrzutowce, w dokumentach cisza
Chciałbym też wiedzieć, czy dokumentację przygotowano prawidłowo pod względem prawnym i środowiskowym. Mam wątpliwości, czy uwzględniono aktualne orzecznictwo sądów administracyjnych i wynikające z niego wymagania. Jeśli są konkretne wątpliwości prawne, trzeba je wyjaśnić, a nie zbywać argumentem, że “krytyka (“hejt”) mieszkańców może utrudnić uzyskanie kolejnych zezwoleń”.
Sąd administracyjny nie uchyla decyzji dlatego, że ktoś napisał nieprzychylny komentarz w internecie. SKO czy Sąd bada legalność działania organów i prawidłowość przeprowadzenia postępowania. Jeśli decyzja zostaje zakwestionowana z powodu błędów prawnych lub proceduralnych, to nie jest efekt „hejtu”, tylko konsekwencja błędów popełnionych przez Prezydenta i jego urzędników. Ostatnia konferencja brzmiała już jak asekurowanie się i odsuwanie winy od siebie, a zrzucanie jej na autorów skarg.

Tymczasem ja oczekuję informacji, które pozwolą ocenić inwestycję na podstawie faktów, a nie emocji. Chcę znać prognozy, przyjęte założenia i podstawy decyzji. Po to, żeby móc uczciwie uzasadnić swoje poparcie. Jeśli lotnisko ma być dla Krosna szansą na kolejne dekady, trzeba je rozwijać na podstawie analiz i dokumentacji, które wytrzymają próbę czasu i kontrolę prawną. “W reklamie głośne odrzutowce, a w dokumentacji cisza”, ciężkich maszyn brak. A co, jeśli lotnisko odniesie sukces tak jak chcą internetowi zwolennicy tego projektu? Ruszą coraz częstsze loty dużych samolotów, a rzeczywistość rozjedzie się z założeniami środowiskowymi? Roszczenia i koszty mogą wtedy pogrążyć całe przedsięwzięcie. Może nie dziś, ale za dwie kadencje. I kto wtedy weźmie za to odpowiedzialność?
A co, jeśli będzie odwrotnie? Ciężkie maszyny pojawią się raz na kilka tygodni (tak mówiono na konferencji prasowej!), może nawet mniej niż dziesięć razy w roku, a miasto zostanie z dodatkowymi kosztami, których taki ruch nie pokryje? Wtedy zostanie nam dłuższy pas, rachunki do zapłacenia i pytanie: gdzie podziały się obiecywane korzyści?
Zadawanie tych pytań już teraz to nie “hejtowanie”, tylko normalna ocena planów inwestycyjnych i ryzyka.
Urząd nadaje, mieszkańcy mają nie przeszkadzać
Osobnym problemem jest komunikacja miasta. Mieszkańcy pytają o bezpieczeństwo, a słyszą o „nadmiernym zwracaniu uwagi na kwestie bezpieczeństwa”.
Lotnisko ma być “zapasowe, awaryjne”. Co to właściwie oznacza w praktyce? Mamy przyjmować samoloty w sytuacjach awaryjnych na pasie, który nadal nie będzie szczególnie długi, bez stałej kontroli ruchu lotniczego i stałych służb ratowniczych na miejscu? Jak w takiej sytuacji dziwić się pytaniom o bezpieczeństwo?
Do tego żyjemy w warunkach codziennych alertów, w sytuacji działań obcego mocarstwa, które prowokuje, ale poniżej progu wojny. Czołowi politycy mówią, że już wkrótce “czeka nas konfrontacja”. Jak w takich okolicznościach można kogoś krytykować za “NADMIERNE” zwracanie uwagi na bezpieczeństwo?
Miasto zapewnia, że kwestie środowiskowe traktuje poważnie, ale jednocześnie pojawia się rozbieżność między deklarowanymi korzyściami gospodarczymi i możliwością obsługi większych samolotów, a opisem przewidywanego ruchu, w którym takich maszyn się nie uwzględnia. Kiedy padają szczegółowe pytania, słyszymy, że może chodzić o „jeden duży samolot w roku”. Naprawdę, po to mamy wydać 45 mln publicznych pieniędzy?

Co z tego mamy wywnioskować? Czy większe samoloty są ważnym elementem planu rozwoju, czy tylko teoretyczną możliwością? Jak te założenia przekładają się na prognozy ekonomiczne i ocenę wpływu na otoczenie? Tego nie wyjaśni kolejny uspokajający komunikat. Miasto powinno odpowiedzieć konkretnie, zamiast tylko powtarzać, że nie ma powodów do obaw. Równocześnie Prezydent zakomunikował, że „liczą się cele państwa, a nie mieszkańców”. To z pewnością komunikat, po którym Krośnianie poczuli się bezpieczniej.
Mam wrażenie, że w tej sprawie Miasto nie radzi sobie z kryzysem zaufania. Zamiast wyjaśniać rozbieżności i uzupełniać brakujące informacje, tworzy się atmosferę, w której samo zadawanie pytań przedstawiane jest jako działanie przeciwko rozwojowi Krosna. Kiedy publikuję odpowiedzi urzędu, pojawiają się komentarze o “blokowaniu inwestycji”. Pomyślcie chwilę… opublikowanie tego, co mówi Prezydent “blokuje inwestycję”?
Inni mieszkańcy zgłaszający wątpliwości spotykają się z podobną krytyką, czy wręcz wyzwiskami. Część ataków pochodzi z anonimowych kont. Więc kto tu właściwie posługuje się hejtem? Uważam, że wypowiedzi prezydenta pod adresem osób składających skargi i zgłaszających wątpliwości nakręcają negatywną atmosferę. Zamiast odpowiadać na pytania, władza stygmatyzuje pytających, a to daje przyzwolenie na nagonkę ze strony samozwańczych „zwolenników rozwoju”. Efekt? Ludzie mają się dwa razy zastanowić, czy warto zabrać głos, skoro w zamian za pytania o bezpieczeństwo, koszty czy dokumentację mogą dostać porcję wyzwisk. To nie jest żadna debata o rozwoju miasta. To próba jej tłumienia przez zastraszanie
Jeśli od lokalnych mediów oczekuje się wyłącznie powielania komunikatów urzędu, bez sprawdzania ich treści i konfrontowania deklaracji z dokumentami, to nie jest komunikacja społeczna, tylko jednostronny przekaz. Jednej redakcji nawet wprost płacą za “informowanie”. Rolą mediów nie jest zapewnianie władzy komfortu komunikacyjnego. Jest nią zadawanie pytań w imieniu mieszkańców, także tych niewygodnych. Zwłaszcza gdy chodzi o inwestycję, której skutki Krosno może odczuwać przez kolejne lata. Ale przynajmniej Prezydent zapewnił, że nikomu dron nie wpadnie do zupy.
Żeby lokalne sprawy nie znikały
Uważasz, że Krosno potrzebuje wolnych mediów?
Wesprzyj naszą misję!
Powiedz o KrosnoSferze znajomym. Udostępniaj nasze wpisy!
Możesz wesprzeć nas finansowo:
Santander Bank Polska: 05 1090 2590 0000 0001 3762 3216 z dopiskiem „KrosnoSfera”
Lub wesprzyj Fundację „Pasjonauci” poprzez serwis zrzutka.pl

