„Przynajmniej nie wpadł do zupy”. Kiedy troska o bezpieczeństwo jest „nadmierna”?

Dron spadł na prywatną posesję pod Warszawą. Kolejny zgubiono podczas ćwiczeń wojskowych na Podkarpaciu. W Krośnie mieszkańcom mówi się, że drony są małe i ciche, a prezydent żartuje, żeby komuś nie spadły do zupy. Najwyraźniej problemem są ludzie, którzy przesadnie pytają o bezpieczeństwo.


Reklama

We wtorek 20 października w Józefowie pod Warszawą spadł dron należący do Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia. Podczas testów utracono z nim łączność. Urządzenie znalazło się na prywatnym terenie. Na szczęście nikomu nic się nie stało i nie odnotowano szkód. Mieszkańców zaniepokoił huk towarzyszący zdarzeniu. Czytaj w Onecie.

Dzień później, 21 października, w Wydrzy w gminie Grębów odnaleziono kolejny bezzałogowiec. Ten należał do sprzętu wykorzystywanego przez wojska norweskie podczas ćwiczeń na poligonie w Nowej Dębie. Według wstępnych ustaleń doszło do problemów z łącznością. Dron był nieuzbrojony, nikt nie został poszkodowany i nie odnotowano szkód. Więcej w Fakcie.

Dwa zdarzenia, dwa różne urządzenia. W obu na szczęście bez poszkodowanych. I co najważniejsze, żaden nie wpadł do zupy!

„Nadmierne zwracanie uwagi na kwestie bezpieczeństwa„

W Krośnie rozwijamy plany związane z „Doliną Dronową”, badaniami i szkoleniami operatorów, również wojskowych. To może być szansa dla regionu. Nowe technologie, kompetencje, firmy i miejsca pracy, więc trudno mieć coś przeciwko.

Problem zaczyna się wtedy, gdy mieszkańcy pytają o konsekwencje tych planów.


Reklama

15 października, podczas konferencji dotyczącej rozbudowy lotniska, prezydent Krosna Piotr Przytocki ocenił, że zainteresowanie sprawą wynika z niedoinformowania albo „nadmiernego zwracania uwagi na kwestie bezpieczeństwa”. Wypowiedź dotyczyła wyrażanych obaw, a związanych z inwestycją, zwiększoną aktywnością w rejonie lotniska i współpracą z wojskiem. Prezydent mówił również o „hejtowaniu”.

Zestawmy to z wypowiedzią wiceprezydent Mirandy Trojanowskiej o planowanych ćwiczeniach z wykorzystaniem dronów:

– Planowane są tutaj ćwiczenia z wykorzystaniem dronów, ale to są małe drony, ciche drony – mówiła, wyjaśniając, że bezzałogowce mają poprawiać zdolności logistyczne, operacyjne i organizacyjne wojska.

Małe. Ciche. Czyli bez zagrożenia? Czy kwestia poziomu hałasu wyczerpuje temat bezpieczeństwa?


Reklama

Mieszkańcom zarzuca się, że przesadnie zwracają uwagę na bezpieczeństwo, a odpowiedzią władz jest argument, że „drony są ciche”. Przecież to są zupełnie różne kwestie. To trochę tak, jakby ktoś pytał o bezpieczeństwo na skrzyżowaniu drogowym, a w odpowiedzi usłyszał, że „auta przecież spełniają normy hałasu”. Tylko że przy dronach hałas, a właściwie brzęczenie, wcale nie jest najważniejszym problemem.

Żeby lokalne sprawy nie znikały

Uważasz, że Krosno potrzebuje wolnych mediów?
Wesprzyj naszą misję!
Powiedz o KrosnoSferze znajomym. Udostępniaj nasze wpisy!

Możesz wesprzeć nas finansowo:
Erste Bank: 05 1090 2590 0000 0001 3762 3216 z dopiskiem „KrosnoSfera”
Lub wesprzyj Fundację „Pasjonauci” poprzez serwis
 zrzutka.pl

Głośno o brzęczeniu

Drony są względnie ciche. Owszem, brzęczenie wirników potrafi być irytujące, szczególnie gdy dron (lub kilka) krąży nad okolicą. Nie każdy musi też lubić świadomość, że coś lata nad jego posesją i być może go obserwuje. Z ziemi trudno ustalić, kto steruje urządzeniem, co ono rejestruje i w jakim celu wykonuje lot.

Ale nawet całkowicie bezgłośny dron może stracić łączność, ulec awarii albo zostać źle pokierowany lub błędnie zaprojektowany. Józefów i Wydrza pokazują, że problemy z kontrolą nad urządzeniem nie są wyłącznie teoretyzowaniem.

Maszyna może być uszkodzona, lub źle zaprojektowana. To oczywiste. Problemem jest to, że w odpowiedzi na pytania o bezpieczeństwo władza opowiada wyłącznie o decybelach.

Mieszkańcy przecież nie pytają w tym przypadku o hałas. Pytają o skutki rozwoju lotniska, wojskowe zastosowania technologii i ryzyko związane z planowanymi ćwiczeniami i działaniami. Tymczasem zamiast rzeczowych odpowiedzi słyszą o „nadmiernym zwracaniu uwagi na kwestie bezpieczeństwa”, niskich lotów żarty o „dronach wpadających do zupy”, a zainteresowanie sprawą zostaje sprowadzane do „hejtowania”.

To problem komunikacji z mieszkańcami i samorządowych priorytetów. Jeśli władza traktuje same pytania o bezpieczeństwo jako problem, to trudno oczekiwać, że mieszkańcy poczują się potraktowani poważnie.

Pozostaje więc pytanie znacznie ważniejsze niż to, czy drony będą brzęczeć: czy władze rzeczywiście nie dostrzegają zagrożeń, czy dostrzegają je, ale nie chcą o nich mówić?

Łatwiej jest uzyskać społeczną akceptację, gdy ryzyko przedstawia się jako błahostkę. Ale zgoda uzyskana przez umniejszanie zagrożeń i przemilczanie niewygodnych kwestii nie jest świadomą akceptacją. To nie jest przykład rzetelnej komunikacji z mieszkańcami.

Prototyp nie zawsze słucha instrukcji

Badania i testy służą sprawdzaniu, czy rozwiązania działają zgodnie z założeniami. Nie każdy test oznacza eksperyment z prototypem, ale każdy odpowiedzialny organizator powinien brać pod uwagę możliwość niepowodzenia.

Podobnie ze szkoleniami. Operatorzy zdobywają umiejętności przez naukę i praktykę. To normalne i potrzebne. Nie ma jednak powodu udawać, że błędy są niemożliwe.

Miejsce szkolenia operatorów wojskowych dronów to nie tylko brzęczenie. Takie miejsce to potencjalny cel militarny. Tymczasem Miasto zapewnia, że zagrożenie się nie zmieni, ponieważ „wojsko korzystało z lotniska już wcześniej”. Tyle że wcześniejsze ćwiczenia to niekoniecznie to samo co rozwijanie szkoleń operatorów dronów i rozszerzanie wojskowego wykorzystania obiektu. Czy oceniono, co zmienia się w związku z nowym zakresem współpracy? Odpowiedziano, że tego nie analizowano. Łatwiej za to mówić o „nadmiernym” zainteresowaniu mieszkańców bezpieczeństwem.

Dron w zupie, a problem pod dywanem

W odpowiedziach dotyczących bezpieczeństwa Piotr Przytocki podkreślił współpracę z Polską Agencją Żeglugi Powietrznej. Z wypowiedzi wynika, że chodzi między innymi o wyznaczenie strefy, w której ograniczy się swobodę korzystania z dronów przez innych użytkowników.

Projekt Podkarpackiego Centrum Dronowego zakłada nie tylko rozwój technologii, badania, testy i szkolenia operatorów, ale również rozwiązania służące zarządzaniu ruchem bezzałogowców i zwiększaniu bezpieczeństwa ich operacji.

Czy obecni i potencjalni użytkownicy cywilnych dronów, w tym lokalni przedsiębiorcy, są włączani w proces planowania „strefy” i ewentualnych ograniczeń? O to zapytaliśmy Urząd Miasta.

Podczas konferencji dotyczącej lotniska Piotr Przytocki obrazowo mówił, aby „komuś dron nagle nie spadł do zupy w kuchni”.

Prezydent Piotr Przytocki n filmie promującym projekt realizowany z PANS.

To właśnie ten rodzaj uspokajania, który łatwo zapamiętać, ale trudniej uznać za odpowiedź na konkretne pytania. Można nazwać go trywializowaniem ryzyka: poważny temat zostaje sprowadzony do żartu, który ma rozładować obawy.

Tylko że dron nie musi wpaść do zupy, żeby spowodować problem. Może spaść na samochód, dach, podwórko albo w pobliżu człowieka. Może też naruszać prywatność lub ograniczać możliwość prowadzenia legalnej działalności przez innych użytkowników przestrzeni powietrznej.

Mieszkańcy słyszą, że ich uwaga poświęcana bezpieczeństwu jest „nadmierna”, dostają argument, że „przecież są ciche” i żart o zupie. Tymczasem dwa opisane na wstępie incydenty pokazują, że nawet podczas testów i ćwiczeń może dojść do utraty kontroli nad urządzeniem.

Można żartować, że zupa ocaleje. Ale mieszkańcy mają prawo wiedzieć, jakie ryzyko wiąże się z planowanymi działaniami, jaka ma być skala szkoleń i ograniczeń.

Skoro realizowany projekt zakłada zarządzanie ruchem dronów, warto szerzej informować mieszkańców, na czym będą polegały te rozwiązania i jakie przyniosą skutki, również dla cywilnych użytkowników. Trzeba jednak pamiętać, że nawet najlepiej zorganizowany ruch bezzałogowców nie eliminuje wszystkich zagrożeń związanych ze wzrostem liczby operacji i zwiększenia aktywności wojskowej. Dlatego obok informacji o kontroli przestrzeni powietrznej potrzebne są także odpowiedzi na pytania o bezpieczeństwo samego lotniska i jego otoczenia oraz przygotowywanych procedur na sytuacje kryzysowe.

Jeśli władze chcą przekonać mieszkańców do swoich planów, nie wystarczy mówić, że obawy są „przesadne”. Trzeba na nie odpowiedzieć, a nie zamiatać pod dywan.

Zdjęcie ilustracyjne: stopklatka z filmu promującego Dolinę Dronową (źródło UM Krosna).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Skip to content