Radni ponownie podzieleni w sprawie „nocnej prohibicji”. Głosy rozłożyły się 10:10, co oznacza, że uchwala o zakazie sprzedaży alkoholu w nocy nie została przyjęta. Temat wraca jak bumerang, a przebieg dyskusji sprawia, że warto zadać pytanie: jaki problem chcemy rozwiązać? I czy głosowanie nad tym ma sens, jeśli wkrótce sprawę ma uregulować ustawa?
Badania opinii mieszkańców pokazały, że Krośnianie są niemal po połowie podzieleni w kwestii wprowadzenia nocnego zakazu sprzedaży alkoholu. Przy tym przewaga zwolenników wśród ankietowanych jest niewielka. Równolegle temat może zostać zamknięty przez ogólnopolską regulację.
Podobnie jest w Radzie Miasta, która podzieliła się po połowie. Temat tym razem wrócił z inicjatywy grupy radnych. Zarazem „nocny zakaz sprzedaży” jest jednym z najszerzej dyskutowanych tematów. Głos w długiej debacie na sesji zabrało 10-cioro radnych, w tym niektórzy kilkukrotnie.
Czy zakaz rozwiązuje problem, czy tylko zmienia adres sklepu?
Jako pierwszy głos zabrał radny Sławomir Bęben. Wskazał, że należy sprawę rozwiązać kompleksowo, rozmawiać z sąsiednimi gminami i wspólnie „zrobić porządek”. Inaczej ludzie będą jeździć do sąsiednich gmin po alkohol – Mam nadzieję, że nie pod wpływem alkoholu – zaznaczył radny.
Uwaga radnego była o tyle istotna, że Krosno nie jest dużym miastem, wiec do sklepów w sąsiednich minach zawsze jest blisko. Radny podkreślił, że jest przeciw alkoholizmowi, ale jego zdaniem tak się problemu nie rozwiąże. Radny Paweł Krzanowski zwrócił uwagę, że to Sławomir Bęben jest w Powiatowej Komisji Bezpieczeństwa i tam może podjąć temat.
Ale jaki problem chcemy rozwiązać?
Jest zatem problem do rozwiązania, tylko jaki? Jak został zdefiniowany i dlaczego nocna prohibicja ma pomóc? Tego wprost nie usłyszeliśmy. Chodzi najwyraźniej o rozwiązanie, które „być może trochę pomoże”.
Z dyskusji radnych wyłania się dość szeroki katalog problemów, które ma pomóc rozwiązywać ograniczenie nocnej sprzedaży alkoholu. Mowa była nie tylko o samym alkoholizmie i nadużywaniu alkoholu, lecz także o ich konsekwencjach społecznych, np. zakłócaniu porządku publicznego, interwencjach służb, a także obciążeniu pogotowia i szpitalnego oddziału ratunkowego. Poszczególni radni wskazywali na różne elementy tego problemu. Próbujemy to wyłowić spośród pobocznych wątków.
Radny Adam Przybysz stwierdził, że chociaż zakaz nie będzie uzdrawiającą czarodziejską różdżką, to – Możemy być dobrym przykładem dla innych – mówił radny. – Przez to pokażemy zwłaszcza dzieciom i młodzieży, że alkohol jest szkodliwy – podkreślał. Apelował, że trzeba podjąć trudną decyzję, chociaż komuś można się narazić. – Tylko komu? Tym, co mają problem z alkoholem, a my chcemy im pomóc! – grzmiał radny Przybysz.
Radny Michał Baran przytoczył przykład poszukiwania zaginionej dziewczynki, która nie wróciła do domu. Dziecko znaleziono pijane, nad Wisłokiem. Okazało się, że inna osoba kupiła dzieciom alkohol w sklepie po godzinie 22:30. Drugi przykład podany przez radnego był opowieścią z negatywnych doświadczeń na SOR, gdzie nie mógł uzyskać pomocy dla syn, bo było za dużo osób pijanych, w tym była bójka z ratownikiem.
Szczególnie podnoszono przykład Krakowa, gdzie spadła liczba interwencji w sprawach spożywania alkoholu w miejscach publicznych (prawie o 50%), a także spadłą ilość osób pod wpływem alkoholu, którym udzielana jest pomoc na SOR-ach.
Wśród argumentów radnych pojawiało się zatem „dać przykład / pokazać, że alkohol jest zły”, „zmniejszyć ilość przypadków nocnych interwencji”, „zmniejszyć obciążenie SOR”, „zapewnić spokój i ciszę w nocy”, „aspekt pedagogiczny”.
Rozwiązujemy problem?
Z nocnym zakazem sprzedaży alkoholu w sklepach wiązane są ogromne nadzieje. Zwolennicy zakazu przedstawiają go mieszkańcom jak remedium na zakłócanie porządku publicznego, „spożywanie w miejscach publicznych” (demoralizacja dzieci i młodzieży). Przekonują, że w ogóle ludzie będą dzięki temu mniej pić, co będzie sprzyjać ograniczeniu problemów społecznych czy odciąży Szpitalny Oddział Ratunkowy.
Ale czy to tak działa? Sam „przykład Krakowa” podczas dyskusji częściowo negował już radny Gabriel Zajdel podkreślając, że specyfika obu miast jest całkiem inna. Zaznaczył, że w Krośnie jest blisko do innych gmin, gdzie mieszkańcy mogą jeździć po alkohol. Powiedział przy tym, że „Lewica”, do której należy dąży do wprowadzenia nocnego zakazu ogólnopolsko i to będzie jego zdaniem właściwe rozwiązanie.
Tu warto zaznaczyć, że w przypadku Krakowa ogromnym problemem było sąsiedztwo nocnych sklepów i nocnych klubów. Różnica w cenie alkoholu w obu miejscach była znacząca, więc dochodziło do kupowania w sklepach, a przed udaniem się do klubu. Czyli alkohol był pity na ulicach, murkach, ławeczkach etc. Zablokowanie nocnej sprzedaży alkoholu w sklepach było zatem skutecznym środkiem na rozwiązanie tego problemu Krakowa, a który w Krośnie nie występuje. Równocześnie dane z Krakowa nie potwierdzają by prohibicja ogólnie zmniejszyła ilość kupowanego alkoholu lub ilość interwencji. W skali dobowej ilość wezwań i interwencji wręcz wzrosła! To prawda, że dane magistratu wykazują spadek interwencji w nocy, ale to zjawisko ma dość oczywistą przyczynę, którą opisaliśmy powyżej. Dla danych z Krakowa ważne ważne jest, że doszło też do zmiany struktury patroli, a w efekcie sytuacja sprzed i po wprowadzeniu prohibicji nie jest łatwo porównywalna. Wraz ze zmianą liczby funkcjonariuszy na służbie o określonych porach, zmienił się sposób zbierania danych, a porównywanie danych zbieranych na różne sposoby nie jest w pełni miarodajne.
Radny Paweł Krzanowski podczas dyskusji zwrócił uwagę, że po prostu „kto chce, to kupi sobie wcześniej”. Radny Marcin Niepokój zgodził się z wypowiedzią radnego Gabriela Zajdla, że porównanie do Krakowa jest nieadekwatne. Zwrócił też uwagę, że alkohol będzie nadal dostępny w barach itp.
Trudno też rzetelnie ocenić wpływ nocnej prohibicji na obciążenie SOR-ów. Nie każdy pacjent jest badany na obecność alkoholu, a sam fakt, że poszkodowany był pod jego wpływem, nie oznacza jeszcze, że uraz lub zachorowanie było zwiane z alkoholem, czy to tylko współwystępowanie. Nie wiadomo też, czy trunek kupiono w sklepie, czy w pubie lub klubie ani czy stało się to przed, czy po godzinie 22. Dane z Krosna pokazują ponadto, że większość interwencji pogotowia związanych z toksycznym działaniem alkoholu przypadała na godziny 12:01–21:59, a w przedziale 22:00–6:00 odnotowywano około czterech takich przypadków rocznie. Nie wiadomo przy tym, ilu pacjentów pochodziło spoza Krosna, choć tamtejszy SOR obsługuje również mieszkańców okolicznych gmin. Na podstawie tych danych trudno więc wykazać, że zakaz nocnej sprzedaży w sklepach rzeczywiście zmniejszy liczbę pacjentów wymagających pomocy.
W tym temacie radny Paweł Krzanowski spierał się z radnym Marcinem Niepokojem. Paweł Krzanowski (jako członek Rady Społecznej Szpitala) podkreślał, że na SOR trafia wielu pacjentów pod wpływem alkoholu i stanowią obciążenie dla Oddziału Ratunkowego. Marcin Niepokój zwracał uwagę, że nie ma danych, czy te osoby są z Krosna, ani czy wypiły w domu, czy w barze.
Jest jeszcze jeden aspekt, który umyka w dyskusji o prohibicji. Szpital apelował o utworzenie Izby Wytrzeźwień! Osoby nietrzeźwe, które nie wymagają leczenia, ale nie są w stanie samodzielnie funkcjonować, zajmują miejsca na SOR-ze. Ten problem nie zniknie wraz z zakazem nocnej sprzedaży alkoholu. Nie ma też podstaw, by zakładać, że większość tych pacjentów to osoby, które kupiły alkohol w sklepie po godzinie 22. Izbę wytrzeźwień mogą utworzyć samorządy. Krosno i powiat krośnieński mogłyby więc wspólnie szukać rozwiązania, o które apeluje szpital, zamiast sprowadzać dyskusję o bezpieczeństwie na SOR-ze do godzin sprzedaży alkoholu.
W przypadku SOR problemem jest też brak stałej ochrony. Zatem z braku izby wytrzeźwień osoby pod wpływem alkoholu przebywają na SOR. A z powodu braku ochrony, w razie agresji ofiarami padają ratownicy i pielęgniarki. Problem jest widoczny i jest wykorzystywany jako argument za zakazem sprzedaży alkoholu w sklepach po godzinie 22. Tyle, że taki zakaz w tej kwestii będzie po prostu nieskuteczny.
Przewodniczący Rady, Zbigniew Kubit, także zwracał uwagę, że już różne formy ograniczania handlu alkoholem stosowano, co sprzyjało tylko rozwojowi „Szarej strefy”. Przed głosowaniem mocno podkreślił, że „tego typu rozwiązanie oczekiwanych efektów nie przyniesie”.
Straty biznesu?
W przypadku Krosna? Będą, ale marginalne, co pokazał raport z konsultacji społecznych na temat możliwości wprowadzenia prohibicji. Radny Adam Przybysz podniósł jednak argument porównując to do zakazu handlu w niedzielę, twierdząc, że handel przecież nie stracił, a nawet stwierdził, ze ci co prowadzą handel mają teraz większy zysk. Panie Adamie, oczywiście, że „handel nie stracił”!
Badania konsumentów wskazywały na przesuwanie zakupów na sobotę i dni robocze, a część osób deklarowała robienie z tego powodu większych zakupów. Zatem sprzedaż nie spadła, została tylko przesunięta na inny termin. Pojawiło się też „kupowanie na zapas”.
Natomiast zakaz miał skutki na rynku pracy. Analiza CBRE wskazywała na redukcje zatrudnienia, szczególnie wśród personelu pomocniczego, w tym studentów pracujących na umowach zlecenia i czasem wyłącznie w weekendy. Zatem stracili pracownicy, klienci mają mniejszy dostęp, a prowadzący handel mają większy zysk.
Ograniczenie dostępności sklepu oznacza również utrudnienie życia klientom. Nie każdy zakup można przecież zaplanować z wyprzedzeniem. Z punktu widzenia klienta nie jest to żadna korzyść, bo jego dostęp do usług został ograniczony. Z punktu widzenia dużych sieci oznaczało to natomiast możliwość organizowania pracy inaczej niż wcześniej. i … oszczędności! Duże sieci zyskały! Dlatego nie protestują przeciw zakazowi.
Odwrócenie perspektywy
Radny Adam Przybysz odwrócił argumentację: – Państwo podacie chociaż jeden argument, że kupowanie alkoholu po godzinie 22 ma jakiś pozytywny skutek?
Tyle że to zwolennicy zakazu powinni wykazać, jakie korzyści przyniesie jego wprowadzenie. Warto też uwzględnić możliwe koszty: spadek rentowności nocnej sprzedaży może skłonić sklepy do wcześniejszego zamykania, ograniczając dostępność także innych produktów, a nawet prowadzić do redukcji zatrudnienia podobnie jak w przypadku ograniczeń handlu w niedziele, którego negatywnej strony (likwidacja miejsc pracy) także radny nie zauważa.
Głosowanie
W głosowaniu radni podzielili się po połowie. Warto podkreślić, że z dyskusji wynikało, że radni Agnieszka Raś i Michał Finfa byliby skłonni poprzeć zakaz w innych godzinach. Natomiast radny Gabriel Zajdel popiera zakaz ogólnopolski, a w przypadku samego Krosna obawia się o brak skuteczności.

Będzie ogólnopolski zakaz?
Dosłownie tydzień po krośnieńskiej sesji, 8 października, Sejm przyjął ustawę wprowadzającą ogólnopolski zakaz nocnej sprzedaży alkoholu w sklepach i na stacjach paliw w godzinach 22.00–6.00. Ustawa trafi teraz do Senatu, więc nie wiadomo jeszcze, kiedy wejdzie w życie. Przewiduje też możliwość lokalnego rozszerzenia zakazu. Samorządy mogłyby wydłużyć zakaz, obejmując nim godziny od 21.00 do 9.00. Jeśli przepisy zostaną przyjęte w tym kształcie, lokalne spory o wprowadzenie prohibicji będą dotyczyć już nie tego, czy ją wprowadzać, lecz w jakich godzinach ma obowiązywać. Warto tu podkreślić, ze część radnych postulowało, że warto byłoby wydłużyć godziny zakazu właśnie o godziny poranne, np. do 8:30, żeby przeciwdziałać sprzedaży tzw. „małpek”.
Spadało, spada i będzie spadać?
W kontekście „walki z alkoholizmem, szczególnie wśród młodych”, warto pamiętać, że w Polsce spożycie alkoholu spada już od kilku lat, a picie staje się mniej popularne również wśród młodzieży. W takiej sytuacji łatwo będzie ogłosić sukces prohibicji, pokazując, że po jej wprowadzeniu jakiś wskaźnik spadł. Bo i tak spodziewamy się, że spadnie zarówno spożycie alkoholu, jak i liczba awantur pod jego wpływem.
Czy zatem „nocna prohibicja” jest odpowiedzią na aktualną skalę i charakter problemu, czy raczej na utrwalone wyobrażenia o nim?

