A jednak… człowiek umarł, koty zostały. Historia jakich wiele, ale w pewien sposób wyjątkowa, nietypowa i szczególnie dramatyczna.
Koty przebywają w miejscu, gdzie nie da się dojechać. Można tylko dopłynąć. W ubiegłą zimę, z głodu i zimna umarło tam kilkanaście kotów. To nie jest miejsce, gdzie ktoś może codziennie przyjść, nakarmić i doglądać.

Pomocy zwierzakom podjęli się wolontariusze z Sanockiej Straży Ochrony i Ratownictwa Zwierząt.

To co zobaczyliśmy, sprawiło, że serce po prostu nam pękło. Tego naprawdę nie da się opisać żadnymi słowami. Żadnymi. Wydawało nam się, że widzieliśmy już w życiu wszystko. Albo przynajmniej bardzo wiele. A jednak tylko nam się wydawało – piszą w swoich mediach społecznościowych.
12 kotów, w tym 8 kociąt. Koty otrzymały już najpilniejszą pomoc, nie są głodne. Nie ma jednak możliwości żeby mogły zostać w tym miejscu na zimę. Jak przyjdzie mróz, łódkę trzeba będzie wyciągnąć z wody i do kotów nie da się dotrzeć.
W tym momencie najważniejsze jest znalezienie domów (choćby tymczasowych) dla kociąt!

Sanocka Straż Ochrony i Ratownictwa Zwierząt zapewnia profilaktykę i pokrycie kosztów kastracji.
Jeżeli masz możliwość pomóc, zadzwoń lub napisz:
tel. 880 032 585
fb: Sanocka Straż Ochrony i Ratownictwa Zwierząt
Możesz też wesprzeć kociaki finansowo:
Sanocka Straż Ochrony i Ratownictwa Zwierząt
Nr konta bankowego: BNP Paribas 93160014621853795690000001
fot. Sanocka Straż Ochrony i Ratownictwa Zwierząt

