Miasto odpowiedziało na nasze pytania dotyczące wycofania z porządku obrad pakietu regulaminów miejskich obiektów sportowych. Na najważniejsze pytanie nadal nie znamy odpowiedzi: dlaczego właściwie projekt został zdjęty z sesji?
Sprawa jest istotna, bo chodzi o projekt przepisów dających miejskiej jednostce bardzo szerokie uprawnienia wobec użytkowników obiektów (mieszkańców), a przy tym sformułowane tak, że mogły być stosowane wybiórczo i uznaniowo!
Urząd tłumaczy, że Statut Miasta pozwala Prezydentowi wycofać projekt bez podawania publicznego uzasadnienia. To oczywiście prawda. Jednocześnie zapewnia, że decyzja miała umożliwić „dodatkową analizę” dokumentów pod kątem ich kompletności, spójności, precyzji oraz ewentualnych wątpliwości prawnych i interpretacyjnych.
Czyli wiemy, że trzeba je było jeszcze raz sprawdzić. Nie wiemy natomiast, co konkretnie sprawiło, że trzeba było je sprawdzać ponownie.
Uważasz, że wolne media są potrzebne?
Wesprzyj naszą misję!
Erste Bank Polska: 05 1090 2590 0000 0001 3762 3216 z dopiskiem „KrosnoSfera”
Lub wesprzyj Fundację „Pasjonauci” poprzez serwis zrzutka.pl
Oczywiście Prezydent nie napisał tych projektów sam. Urząd potwierdził, że „projekty regulaminów zostały przygotowane przy współpracy Urzędu Miasta Krosna oraz Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Krośnie”.
A więc nasze wcześniejsze przypuszczenie się potwierdza: w tworzeniu przepisów określających prawa, obowiązki i ograniczenia użytkowników uczestniczył sam zarządca obiektów, którego pracownicy mieliby później te przepisy egzekwować.
To sytuacja wymagająca szczególnej uwagi Rady Miasta. Bo jeżeli projekt przyznawałby zarządcy bardzo szerokie możliwości wydawania poleceń, kontrolowania użytkowników czy decydowania o tym, kto i na jakich zasadach może korzystać z obiektu, to trudno oczekiwać, że sam zainteresowany będzie krytycznym recenzentem własnych uprawnień.
Jest tu zresztą jeszcze jeden ciekawy paradoks. Gdyby projekt został uchwalony, zarządca mógłby zawsze powiedzieć: „to nie my ustaliliśmy te zasady, tylko Rada Miasta”. Formalnie byłoby to oczywiście prawdą. Ale właśnie dlatego odpowiedzialność radnych za dokładne przeczytanie takich projektów jest tak duża. Zwłaszcza gdy przepisy mogą tworzyć dla zarządcy coś w rodzaju „lokalnego dyktatora”.
Z udzielonych odpowiedzi wiemy, że Prezydent Miasta zapoznał się z projektem uchwały i przedłożoną dokumentacją, a następnie projekt trafił pod obrady Rady Miasta. Innymi słowy: dokument był wystarczająco przygotowany, żeby skierować go pod obrady radnym. Zatem najwyraźniej przeszedł pozytywną weryfikację pod względem prawnym i merytorycznym. A jednak nieco później okazało się, ze to projekt „wymagający dodatkowej weryfikacji”. Co wydarzyło się pomiędzy jednym a drugim momentem? Tego miasto nie wyjaśnia.
„Prezydent Miasta Krosna zapoznał się z projektem uchwały oraz przedłożoną dokumentacją. Skierowanie projektu pod obrady Rady Miasta nie oznacza, że uchwała nie może zostać poddana dalszej analizie i korektom.” – napisano w odpowiedzi. Jednak w przedmiotowej sprawie, nawet pomiędzy obradami Komisji, a Sesją Rady, Prezydent nie próbował korygować projektu autopoprawkami, ani nie wniósł po komisji o zdjęcie go z porządku obrad. Projekt zdjęto, dopiero, gdy przyszła jego kolej do rozpatrzenia na Sesji.
Ciekawa jest również odpowiedź dotycząca słynnych już 126 stron. Urząd przyznaje, że regulaminy powielają wiele analogicznych zapisów dotyczących bezpieczeństwa, obowiązków użytkowników, zakazów czy zasad korzystania z obiektów. To w praktyce potwierdza, że przy ich tworzeniu zastosowano prawdopodobnie sporą dawkę „kopiuj–wklej”.
Urząd próbuje przy tym przekonywać, że „nie należy utożsamiać objętości dokumentacji z zakresem treści”, bo zawierają analogiczne rozwiązania. To jednak dość osobliwy argument. Powtarzalność treści nie sprawia przecież, że dokument staje się mniej obszerny ani że można go czytać mniej uważnie. Przeciwnie, jeżeli ten sam zapis został skopiowany do kilku regulaminów, trzeba sprawdzić go w kontekście każdego z obiektów, do którego ma mieć zastosowanie.
Możliwe zresztą, że takie schematyczne podejście: „to wszystko podobne”, mogło być przyczyną niedokładnego sprawdzenia projektów. Obecne wyjaśnienia z urzędu wydają się echem takiego właśnie sposobu działania.
Te 126 stron nie zostało wbrew pozorom przygotowanych do przeczytania „dla sportu”. Zostały przedłożone radnym jako projekt lokalnego prawa.
Co więcej, to nie jedyny duży projekt zdjęty z porządku obrad podczas ostatniej sesji. Jeśli więc można bez większego problemu skierować do Rady kolejne setki stron, a następnie, wycofać je do ponownego sprawdzenia, trzeba zadać dość podstawowe pytanie o jakość procesu przygotowywania projektów uchwał.
W takim systemie można Radę „trollować” właściwie bez końca: przygotować kilkaset stron, skierować je do przeczytania radnym, a później po prostu je zdjąć. Tylko że Rada Miasta nie jest czytelnią.
Na tym jednak nie kończymy. Czekamy również na udostępnienie protokołu z posiedzenia komisji Rady Miasta, na którym omawiano projekty regulaminów. Być może właśnie tam znajdziemy odpowiedź na pytanie, którego Urząd Miasta wprost nie chce udzielić: co konkretnie stało się z projektem pomiędzy jego skierowaniem pod obrady a decyzją o wycofaniu.
Uważasz, że wolne media są potrzebne?
Wesprzyj naszą misję!
Erste Bank Polska: 05 1090 2590 0000 0001 3762 3216 z dopiskiem „KrosnoSfera”
Lub wesprzyj Fundację „Pasjonauci” poprzez serwis zrzutka.pl
Na razie otrzymaliśmy w tej sprawie jedynie wymijającą odpowiedź Sekretarza Miasta. Jest o tyle interesująca, że sam Sekretarz wskazał, iż nie jest właściwym podmiotem do udzielania informacji dotyczących działalności Rady Miasta. Tymczasem nasz wniosek nie był kierowany do Sekretarza, wniosek został prawidłowo skierowany na adres Biura Rady Miasta. Wygląda więc na to, że po drodze przekazano go do niewłaściwego adresata, który następnie pouczył nas przytaczając zapisy Statutu, że nie jest właściwy do udzielenia odpowiedzi. Czy otrzymamy wnioskowaną informację z Biura Rady? Okaże się za kilka dni.

