Jedna szkoła zaleca rodzicom, by nie przyjeżdżali po dzieci podczas alarmu powietrznego. Druga informuje ich o kategorycznym zakazie odbioru uczniów, choć takiego zakazu nie zapisano w przedstawionej nam procedurze. Skrajne różnice dotyczą również telefonów komórkowych. To dwa przykłady, które pokazują, jak odmiennie można podejść do bezpieczeństwa uczniów.
Reklama
Do KrosnoSfery zwrócili się rodzice z prośbą o sprawdzenie, co stanie się z dziećmi w szkołach w przypadku zagrożenia z powietrza. Pytania skierowaliśmy do placówek i Urzędu Miasta Krosna. Nie wszystkie odpowiedzi już otrzymaliśmy, ale odpowiedzi i dokumenty pokazują, że „co szkoła to obyczaj”. W kilku istotnych kwestiach przyjęto rozwiązania niemal przeciwstawne.
Przyjrzyjmy się więc dwóm przykładom: Szkole Podstawowej nr 14 oraz Państwowemu Liceum Sztuk Plastycznych w Krośnie.
Tu trzeba wyraźnie podkreślić: SP nr 14 jest szkołą prowadzoną przez Miasto Krosno, ale Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych podlega Ministrowi Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Tym samym kwestie nadzoru ze strony Prezydenta Krosna, o których pisaliśmy w poprzednim artykule nie dotyczą „Plastyka”. Nasze pytania kierowaliśmy jednak do wszelkich placówek, nie tylko tych podległych lokalnemu samorządowi.
„Na stronie lub na wniosek”
SP nr 14 opublikowała swoją procedurę na stronie internetowej. „Plastyk” przesłał nam swoją w załączniku do odpowiedzi na zapytanie. W obu przypadkach opieramy się więc na dokumentach, a nie wyłącznie na ustnych deklaracjach.
Procedura z SP 14 jest bardziej szczegółowa, rozbudowana, wskazuje na ustawianie uczniów w parach, pomoc „lidera” spośród uczniów, który ma dawać przykład zachowania pozostałym, czy reguluje kwestię „ruchu prawostronnego” na korytarzach. Procedura z „Plastyka” zwraca szczególną uwagę na specyfikę szkoły, w tym konieczność szybkiego zakręcenia rozpuszczalników i lakierów.
„Nie przyjeżdżaj po dziecko”…a jeśli jednak przyjedziesz?
W procedurze SP nr 14 zapisano, że rodzice „powinni powstrzymać się od przyjeżdżania” po dzieci podczas alarmu. Uzasadnia się to tym, by nie utrudniać dojazdu służbom ratunkowym. Uczniowie mają pozostać pod opieką pracowników szkoły i schronić się w piwnicznych szatniach.
Reklama
Dokument nie mówi jednak wprost, że szkoła odmówi wydania dziecka rodzicowi, który mimo alarmu pojawi się na miejscu. Nie wyjaśnia też jednoznacznie, jak postąpić w przypadku długotrwałego zagrożenia. O te kwestie dopytaliśmy i czekamy na odpowiedzi.
W Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych sprawa wygląda inaczej. W odpowiedzi na nasze pytania szkoła napisała, że w procedurze nie ma bezpośredniego zakazu odbierania uczniów, ale zakaz taki przekazano rodzicom w przesłanych im wiadomościach!
Ministerialne wytyczne mają pomóc szkołom przygotować się na nowe zagrożenia, ale same zalecenia nie są źródłem powszechnie obowiązującego prawa. Placówki próbują przełożyć je na własne procedury, a w przypadku Plastyka zakaz odbierania uczniów pojawił się nawet poza samą procedurą. Jak mawiał klasyk: „bez trybu!”.
Placówka w odpowiedzi dla KrosnoSfery powołuje się na obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa uczniom oraz przepisy dotyczące „narażenia człowieka na niebezpieczeństwo”. Poprosiliśmy o przesłanie redakcji treści wiadomości skierowanej do rodziców. Same uzasadnienia „zakazu” przedstawiane przez szkoły będą zasługiwały na oddzielny artykuł.
Reklama
Zarazem w „Plastyku” jest pewien szczegół, który może zainteresować rodziców: według odpowiedzi z „Plastyka” rodzice w razie alarmu mogą wejść do szkolnej piwnicy i sami się tam schronić. „Plastyk” w swojej procedurze uznaje to miejsce schronienia jako ogólnodostępne! W praktyce brzmi to więc tak: dziecka podczas alarmu odebrać nie można, ale można schronić się razem z nim w szkolnej piwnicy. To istotne, bo przecież nie wiemy kiedy będzie alarm. Może zostać ogłoszony, w chwili gdy rodzice już są na miejscu, np. na szkolnym parkingu.
Żeby lokalne sprawy nie znikały
Uważasz, że Krosno potrzebuje wolnych mediów?
Wesprzyj naszą misję!
Powiedz o KrosnoSferze znajomym. Udostępniaj nasze wpisy!
Możesz wesprzeć nas finansowo:
Erste Bank: 05 1090 2590 0000 0001 3762 3216 z dopiskiem „KrosnoSfera”
Lub wesprzyj Fundację „Pasjonauci” poprzez serwis zrzutka.pl
Telefon: zostawić czy zabrać?
W procedurze SP nr 14 zapisano, że uczniowie nie powinni mieć przy sobie telefonów. Zgodnie z zaleceniem dyrektora mają pozostawiać je w szafkach. Szkoła przewiduje przekazywanie informacji rodzicom przez Librusa lub oficjalny profil placówki, o ile łączność internetowa działa i dyrektor zdecyduje o wysłaniu komunikatu.
W „Plastyku” polecenie jest odwrotne! Karta zadań dla nauczyciela zamieszczona w procedurze przewiduje, że uczniowie mają zostawić plecaki i sztalugi, ale nakazuje, aby zabrali ze sobą telefony. Procedura przewiduje również uruchomienie radia na baterie, ponieważ w piwnicy może zaniknąć zasięg telefoniczny.
To rozwiązanie ma potencjalne zalety. Wyobraźmy sobie, że zagrożenie z powietrza nad Krosnem powoduje alarm trwający ponad godzinę. Rodzice nie wiedzą, co dzieje się z dziećmi. Krótka wiadomość: „Jestem bezpieczny, jesteśmy w piwnicy” może ograniczyć niepokój i zmniejszyć ryzyko, że ktoś ruszy do szkoły na własną rękę.
Telefon może też pomóc w kontakcie z poszkodowanymi i przekazywaniu informacji podczas akcji ratunkowej. Piszemy o tym nieprzypadkowo, procedura z SP nr 14 wyraźnie łączy zalecenie, by rodzice nie przyjeżdżali po dzieci podczas alarmu, z koniecznością nieblokowania dojazdu służbom ratunkowym. To istotny szczegół: szkoła wyraźnie bierze pod uwagę możliwość, że zagrożenie może wymagać przeprowadzenia na miejscu akcji ratowniczej. Zatem, jeśli zagrożenie doprowadziłoby do konieczności prowadzenia akcji ratowniczej, telefon w rękach poszkodowanego mógłby pomóc wezwać pomoc, przekazać informacje o jego stanie czy wskazać miejsce, w którym się znajduje. Nie daje gwarancji ratunku, ale może być dodatkowym narzędziem ułatwiającym działania służb. Procedura SP nr 14 bierze pod uwagę ryzyko akcji ratowniczej, więc warto zapytać, czy w takich okolicznościach pozostawianie telefonów w szafkach jest rzeczywiście najlepszym rozwiązaniem. Czy w tej kwestii rozwiązanie z „Plastyka”, które w zasadzie nakazuje zabranie telefonów ze sobą nie jest lepszą opcją?
Oczywiście sam telefon nie gwarantuje kontaktu. Zasięg może zaniknąć, sieć może być przeciążona, a urządzenie może się rozładować. Warto jednak rozważyć, czy możliwość wysłania krótkiej wiadomości o swoim bezpieczeństwie nie byłaby korzystna zarówno dla uczniów, jak i ich rodziców, nawet gdy nic się nie wydarzy. Natomiast w czasie rzeczywistej akcji ratunkowej, posiadanie telefonu może tylko pomóc.
Oby nie trzeba było sprawdzać procedur w praktyce
Nie zamierzamy rozstrzygać, która szkoła lepiej przygotowała się na zagrożenie. W czasie alarmu priorytetem jest bezpieczeństwo uczniów. Alerty o atakach z powietrza to nowe okoliczności, w których szkoły muszą odnaleźć się na podstawie odgórnych wytycznych, ale ich wdrażanie jak widać wygląda bardzo różnie. Warto więc już teraz przyjrzeć się nie tylko samym procedurom, lecz także temu, co ich zapisy oznaczają w praktyce, zwłaszcza gdy mają formę ogólnych zaleceń. Pytania trzeba zadawać teraz, bo w chwili zagrożenia nie będzie już czasu na ustalanie, co autor procedury miał na myśli. Warto też wymienić się doświadczeniami, zwrócić uwagę na rozwiązania przyjęte w innych placówkach i zastanowić się, które z nich mogą okazać się skuteczniejsze. Do tego zachęcamy!

