Władze miasta szukają oszczędności i sposobów na wzrost wpływów budżetowych. Prezydent proponuje podnoszenie opłat i podatków, zapowiada też cięcia na wydatkach w Dzielnicach i Osiedlach. Tymczasem deficytowe „oczko w głowie” Prezydenta, czyli Centrum Dziedzictwa Szkła może liczyć na „dokapitalizowanie”.
Podczas majowej sesji Rady Miasta Krosna padło wiele słów o Centrum Dziedzictwa Szkła. W tym, zapewniono duża swobodę wypowiedzi Prezesowi spółki, który zarzucał, że pojawiają się nieprawdziwe informacje na temat działalności CDS.
Pomimo, iż prezes wręcz cytował wyrwane z kontekstu fragmenty artykułów KrosnoSfery, to Przewodniczący Rady nie dopuścił przedstawiciela redakcji do dyskusji, co odbieramy jako tłumienie debaty publicznej.
Kwestie finansowe
Finanse opisywane były już wielokrotnie. Podczas tworzenia CDS zapewniano, że spółka będzie finansować się sama. Gdyby to faktycznie się udało, nie byłoby raczej żadnych kontrowersji, ponieważ to by oznaczało, ze spółka generuje duży ruch turystyczny, nie generuje przy tym dodatkowych kosztów dla gminy, za to wnosi wartość dodaną dla lokalnej gospodarki. Tak się nie stało, a w kilkanaście lat działalności dodatkowe koszty przekroczyły 20 mln złotych. Pytania o finanse są zatem zasadne, bo straty przynoszone przez CDS rocznie, to podobna kwota jaką Prezydent chce zaoszczędzić na inwestycjach w Dzielnicach i Osiedlach.

Ponieważ działanie CDS wiąże się z obciążeniem finansowym gminy, to zasadna jest dyskusja nad „wartością dodaną” wnoszoną przez spółkę. Tymczasem mieszkańcy i radni w takiej dyskusji ograniczeni są brakiem pełnych danych.
W ostatnim miesiącu zgromadziliśmy kolejne informacje na temat CDS, co pozwala odnieść się do niektórych kwestii poruszanych w dyskusji.
Uważasz, że wolne media są potrzebne?
Wesprzyj naszą misję!
Erste Bank Polska: 05 1090 2590 0000 0001 3762 3216 z dopiskiem „KrosnoSfera”
Lub wesprzyj Fundację „Pasjonauci” poprzez serwis zrzutka.pl
Czy CDS odróżnia przyjezdnych od tutejszych? Czy CDS ma informacje jaką cześć ruchu stanowią grupy szkolne z Krosna? Czy istnieje „zintegrowany produkt turystyczny”? Czy zwiedzający CDS korzystają z innej oferty Krosna? Jakie znaczenie ma „ekwiwalent reklamowy”?
Zablokowanie przez Przewodniczącego Rady Miasta możliwości dyskusji na sesji, nie pozwoliło na wyjaśnienie w obecności radnych i prezydentów kilku istotnych kwestii. Przede wszystkim powszechne jest mylenie „liczby zwiedzających” z „liczbą przyciąganych turystów”. W wypowiedziach w mediach, dla radnych, czy podczas wydarzenia „CDS od kuchni” podawana jest po prostu ogólna liczba zwiedzających. Tymczasem ja sam zwiedzałem CDS już kilka razy, więc w statystykach najwyraźniej liczę się już za kilku „turystów”.

Powtarzając za Kazikiem: „Nie umiecie odróżnić przyjezdnych od tutejszych”?
Przede wszystkim potwierdza się, że CDS gromadząc dane na temat zwiedzających nie ma informacji o tym, skąd są zwiedzający (dane ankietowe dotyczą województwa). Nawet w przypadku zorganizowanych grup szkolnych, CDS nie posiada danych o tym, ile tych grup jest z Krosna. Podczas sesji prezes Paweł Szczygieł powiedział, że to „nieprawda, że CDS nie gromadzi danych o wycieczkach szkolnych”, bowiem gromadzi dane nt. „liczba dzieci i młodzieży w grupach zorganizowanych”, tyle że bez danych o pochodzeniu wycieczki.

Tymczasem młodzi ludzie z Krosna, zanim zakończą edukację, odwiedzają CDS więcej niż jeden raz, co wiemy od samych uczniów. Natomiast danych o tym, jaka część zwiedzających to szkolne wycieczki z samego Krosna po prostu się nie zbiera. Wycieczka z Torunia i wycieczka z Krosna trafiają po prostu do tej samej kolumny w tabeli: „młodzież szkolna”, albo do kolumny „liczba osób na warsztatach”. Następnie, stosując uproszczenia i skróty myślowe, w sposób zamienny używa się liczby „zwiedzających” jako „liczby turystów”. Czy to istotne? Tak. Ponieważ ponad 20% zwiedzających stanowią wycieczki szkolne, a kolejne prawie 20% to uczestnicy warsztatów.

Łącznie te dwie kategorie to około 40% ruchu w CDS, a nie wiadomo jaka część to po prostu uczniowie z Krosna, a nie turyści.
Czy jest się czym chwalić?
Z danych ankietowych wyłaniają się ciekawe informacje. Okazuje się, że nawet ponad 60% zwiedzających CDS przyjechało do Krosna właśnie ze względu na tę atrakcję. Taki wniosek wynika z odpowiedzi zaznaczanych przez zwiedzających: „Centrum Dziedzictwa Szkła było jednym z głównych powodów przyjazdu do Krosna lub regionu”. Na pierwszy rzut oka to bardzo pozytywna informacja, ponieważ oznacza, że większość ankietowanych prawdopodobnie nie przyjechałaby do Krosna, gdyby nie CDS.
Uważasz, że wolne media są potrzebne?
Wesprzyj naszą misję!
Erste Bank Polska: 05 1090 2590 0000 0001 3762 3216 z dopiskiem „KrosnoSfera”
Lub wesprzyj Fundację „Pasjonauci” poprzez serwis zrzutka.pl
Niestety nie przekłada się to znacząco na „wartość dodaną”, bo ci sami ankietowani w kwestiach korzystania z innych atrakcji, noclegów czy gastronomii odpowiadają twierdząco zaledwie w około 10% (w 2025 roku było to 8%).
Potwierdza to przykrą obserwację, że często zwiedzający zatrzymują się tylko w CDS, a następnie opuszczają Krosno.

Obie te odpowiedzi (fakt, że ponad 60% przyjeżdża ze względu na CDS, ale tylko 8% korzysta z innej oferty Krosna) dowodzą, że nie powstał zintegrowany produkt turystyczny. Powstała jedna atrakcja, która owszem, przyciąga, ale na zbyt krótko. Elementem zintegrowania ofert może być wspólny bilet, którego utworzenie zapowiedziano radnym podczas obrad komisji w maju… problem w tym, że „wspólny bilet” jako oczywisty element oferty zapowiadano po raz pierwszy już 14 lat temu.
Wartość dodana?
Podczas dyskusji w Radzie Miasta powtarzano ogólnikowo, że „CDS przyciąga turystów, którzy korzystają też z restauracji i noclegów”. Tyle, że mówiono o tym bez odniesienia się do danych. Tymczasem zaledwie około 10% zwiedzających korzysta z szerszej oferty, co oznacza około 5000 osób.
Zatem gmina (poprzez swoją spółkę) ponosi ponad milion złotych strat rocznie, a wartość dodaną w postaci korzystania z krośnieńskiej oferty wnosi około 5000 turystów? Czy to się opłaca?
Dyskusja podczas obrad Rady Miasta odbywa się bez odniesienia do tych danych i informacji.
Tymczasem, zabiera się z budżetu miasta 1 milion, w tym kosztem oszczędności w Dzielnicach i Osiedlach, alby dokonać transferu środków do branży gastronomicznej i hotelarskiej. Mieszkańców wypadałoby zapytać, czy właśnie takiego transferu sobie życzą? Gdyby CDS nie przynosił strat, tak jak zapowiadano, to nie byłoby problemu. Po prostu spółka wnosiłaby wartość dodaną dla lokalnej gospodarki. Ale ponieważ przynosi straty, do mamy do czynienia z transferem środków budżetowych. Należy też pamiętać, że wspominane branże mają koszty. Zaledwie ułamek ich przychodu to zysk. Żeby zrównoważyć 1 milion strat, te 5000 osób musiałoby wydać w Krośnie nawet kilka milionów złotych.
Smaczek z Chin
Już w ubiegłym roku głośno było o sprzedawaniu pamiątek z Chin w CDS o czym wspomnieliśmy relacjonując dyskusję na sesji.
– Trudno oprzeć się zalewowi “chińszczyzny”. To nie jest żadna tajemnica i są takie przepisy, że każdy towar musi mieć jednoznaczną etykietę skąd pochodzi – zaznaczył prezes.

Podczas zwiedzania CDS można usłyszeć, ze w sklepie firmowym można kupić oryginalne pamiątki, a nie „ciupagę z Chin jak w Zakopanem”. Niemniej i w sklepie CDS jest chińszczyzna. Część produktów ma informację o pochodzeniu z importu, a część bardziej szczegółową, o kraju pochodzenia: PRC.
To potwierdza stare powiedzenie: nie ważne gdzie pojedziesz, pamiątkę i tak przywieziesz z Chin.
„Ekwiwalent reklamowy„
Część radnych ocenia CDS przez pryzmat „ekwiwalentu reklamowego”. Podkreślają, że CDS pojawia się w mediach, a zatem promuje Krosno, bo gdybyśmy mieli zapłacić za analogiczne reklamy, to kosztowałoby więcej niż ten milion dopłat. Brzmi rozsądnie?
Na pewno brzmi efektownie, ale w praktyce mówi niewiele o rzeczywistej skuteczności promocji. „Ekwiwalent reklamowy” pokazuje jedynie, ile teoretycznie kosztowałaby powierzchnia reklamowa odpowiadająca publikacjom medialnym. Nie odpowiada jednak na najważniejsze pytanie: czy dzięki tej promocji miasto faktycznie zyskało.
Najlepszym testem skuteczności promocji nie są tabelki z wyliczonym „ekwiwalentem”, lecz rzeczywistość. Jeśli miejska spółka prowadzi atrakcję turystyczną, która rok po roku przynosi ponad milion złotych strat, trudno uznać to za dowód marketingowego sukcesu. Dobrze wypromowany i atrakcyjny produkt turystyczny powinien przynajmniej pokrywać koszty swojego funkcjonowania. Prawdziwe atrakcje turystyczne to źródła zysku, a nie powody strat. Medialny rozgłos ma wartość tylko wtedy, gdy przekłada się na realne efekty. I o tym warto podjąć dyskusję.

