Fundacja Pasjonauci pomogła znaleźć domy dla czwórki kotów i kotek z Wróblika Królewskiego (gm. Rymanów). Zwierzaki mają ciepłe i bezpieczne domy, a gmina zaoszczędziła sporo pieniędzy. Był to ostatni moment, bo dwie kotki były już we wczesnej ciąży! Na przyszłą wiosnę to małe stadko bezdomniaków mogło się rozrosnąć do ponad 20 osobników!
Pusia i Puchatka, takie imiona dostały od nowych opiekunów to dwie kotki z Wróblika Królewskiego (gm. Rymanów), które trafiły pod opiekę Fundacji Pasjonauci.
Mieszkańcy zgłosili, że w ich okolicy pojawiła się kocia mama z dwójką młodych. Dołączył też do nich jeszcze jeden, również młody kot. Było to małe stado kotów domowych, szukających kontaktu z człowiekiem i pomocy. Były oswojone, kocia mama i jeden kocurek podchodziły nie tylko po jedzenie, ale też, żeby je głaskać.
Czas mijał, a z braku terminów w lecznicy i środków gmina zwlekała z ich odłowieniem. Nie chciano też przekazać kotów do schroniska jako zwierząt bezdomnych, zasłaniając się tym, że to koty „wolnożyjące”.
Sprawą zainteresowała się Fundacja Pasjonauci. Podjęto rozmowy z burmistrzem, szukano domów tymczasowych oraz gabinetów weterynaryjnych, które miałyby szybsze terminy, niż weterynarz wytypowany przez gminę.
Cała czwórka została wyłapana. Gmina pokryła koszt kastracji trzech kotów. Fakturę za kastrację jednego kocurka opłaciła mieszkanka Wróblika, wskazując też wybrany przez siebie gabinet. Fundacja Pasjonauci z pomocą darczyńców sfinansowała profilaktykę, dodatkowe badania, utrzymanie wszystkich wyłapanych kotów w domach tymczasowych. Dla całej czwórki znaleziono „niewychodzące” domy. Kotki otrzymały też „wyprawki” do nowych domów.
Podczas zabiegu kastracji okazało się jednak, że kocia matka i jej córka już były we wczesnej w ciąży! Każda z nich nosiła po trzy kolejne przyszłe kotki. Zabieg, który miał zapobiec dalszemu rozmnażaniu zarazem okazał się zabiegiem aborcyjnym. Gdyby nie interwencja Fundacji, to z tych czterech bezdomnych kotków byłoby wkrótce 10, a kolejne mioty zapewne urodziłby się na jesieni jeszcze bardziej powiększając bezdomne stado. Młoda kotka może być w ciąży w wieku około 6 miesięcy. Nawet uwzględniając śmiertelność młodych i zakładając, że mioty nie byłby duże, to wspominane stadko mogło do przyszłej wiosny urosnąć nawet do około 25 kotów!
Ku przestrodze przypominamy historię „kotów z Kombornii”, gdy to niefrasobliwość pracowników gminy i pozostawienie dwóch niewykastrowanych kotek, doprowadziła do katastrofalnego rozmnożenia zwierząt.
Obecnie przekazanie bezdomnego zwierzęcia do schroniska to na naszym terenie około 3500 zł. Tymczasem za kastrację trójki zwierząt z Wróblika gmina zapłaciła łącznie zaledwie 800 zł. To przykład współpracy z samorządem, ale zarazem bez przerzucania wszystkich obowiązków i kosztów na organizacje społeczne.

Pusia i Puchatka mają już ciepły i bezpieczny dom, nie będą też rozmnażać kociej bezdomności. Niestety nadal powielane są szkodliwe miny o kotach bezdomnych, nazywanych „dzikimi”, albo „wolno żyjącymi”. Skutkiem tych mitów są odmowy pomocy.
Obalamy mity!
Gminy często nie wyłapują tzw. „kotów wolno żyjących” przede wszystkim po to, aby uniknąć bieżących wydatków związanych z odławianiem, leczeniem, sterylizacją, kastracją, utrzymaniem w schroniskach oraz poszukiwaniem właścicieli lub nowych opiekunów. Uznanie kota za „wolno żyjącego” pozwala pozostawić go poza systemem opieki i ograniczyć koszty ponoszone przez samorząd do ewentualnej kastracji i dokarmiania.
Niektóre gminy w Polsce wręcz publikują komunikaty o takich kotach, że „nie wolno ich wyłapywać”! Niestety, taki szkodliwy pogląd głosi również część organizacji społecznych.
Odmowa wyłapania bezdomnego kota, pod pretekstem, że to „zwierzę wolno żyjące i dobro narodowe w ekosystemie” pozwala gminie doraźnie zaoszczędzić kilka tysięcy złotych. Jest to jednak działanie krótkowzroczne i w praktyce nieskuteczne. Niewyłapywane i niekontrolowane populacje kotów rozmnażają się dalej, co prowadzi do wzrostu liczby zwierząt wymagających pomocy, leczenia i interwencji w przyszłości. Im dłużej gmina unika podjęcia działań, tym większe stają się późniejsze koszty finansowe oraz szkody przyrodnicze wynikające z kocich polowań, w tym na zagrożone gatunki ptaków.

Kot domowy nie jest zwierzęciem dzikim!
Kot domowy (Felis Catus), nawet jeśli bywa określany jako „wolno żyjący”, nie jest naturalnym elementem dzikiego ekosystemu. Jest to gatunek udomowiony przez człowieka, którego obecność i liczebność są wynikiem działalności ludzi, a nie procesów naturalnych. Koty żyjące poza domem nadal pozostają zwierzętami zależnymi od człowieka, w tym korzystają z dokarmiania, schronienia w zabudowie oraz zasobów wytworzonych przez ludzi. Kot zgodnie z zapisami ustawy jest zwierzęciem domowym.

Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt, zwierzę bezdomne to zwierzę domowe (czyli np. kot) lub gospodarskie, które uciekło, zabłąkało się lub zostało porzucone przez człowieka, a nie ma możliwości ustalenia jego właściciela lub innej osoby, pod której opieką trwale dotąd pozostawało. Oznacza to, że jeśli nie można wskazać opiekuna kota domowego, zwierzę takie należy traktować jako bezdomne, niezależnie od tego, czy przebywa stale na zewnątrz i czy bywa niekiedy określane jako „wolno żyjące”.
Nawet fakt, że kot urodził się poza domem, w stanie bezdomności, nie zmienia jego statusu biologicznego ani prawnego. Nadal pozostaje kotem domowym, czyli gatunkiem udomowionym, a nie zwierzęciem dzikim. Nie powoduje to „zdziczenia gatunkowego” ani absolutnie nie czyni kota elementem naturalnej, rodzimej fauny.

Określenie „wolno żyjący” nie oznacza też, że kot domowy pełni naturalną rolę w ekosystemie. Wręcz przeciwnie! Kot domowy jest gatunkiem obcym ekologicznie i silnie oddziałuje na lokalną faunę. Poluje na ptaki, małe ssaki, płazy i gady, powodując znaczne straty w populacjach rodzimych gatunków, zwłaszcza na terenach cennych przyrodniczo. Tym bardziej, że kot domowy został tak wyselekcjonowany przez człowieka, że zabija również wtedy, gdy wcale nie jest głodny.
Z tego względu koty powinny być wyłapywane, poddawane kontroli populacji (sterylizacja, kastracja), identyfikacji właściciela lub przekazywane do adopcji. Działania te służą zarówno ochronie przyrody, jak i poprawie dobrostanu samych kotów, które poza opieką człowieka są narażone na choroby, wypadki i głód.
Ochrona bioróżnorodności wymaga traktowania kota domowego jako gatunku zależnego od człowieka, a nie jako „stałego i pożądanego elementu naturalnego środowiska”, jak twierdzą niektóre gminy szukające pozornych oszczędności.
Podkreślamy: zgodnie z ustawą, gdy mowa jest o „zwierzętach wolno żyjących (dzikich)” – rozumie się przez to zwierzęta nieudomowione żyjące w warunkach niezależnych od człowieka. Zwierzę nieudomowione (!) czyli takie jak jeleń, niedźwiedź, albo ryś. To tych zwierząt nie wolno odławiać i kastrować!
W przypadku krośnieńskiego Programu przeciwdziałania bezdomności zwierząt, Fundacja Pasjonauci zwracała uwagę, że Straż Miejska wykorzystuje lukę w lokalnych przepisach, żeby nie odławiać bezdomnych kotów. Program przewiduje jedynie wyłapywanie “zwierząt bezdomnych”. Na czym polega sztuczka? Straż Miejska często interpretuje kota nie jako “bezdomnego”, a jako “wolno żyjącego”. W efekcie zamiast interwencji mamy dyskusję o definicjach ustawowych.

