Od ponad 10 lat obowiązuje „zakaz ruchu motocykli” w rejonie Rynku. Znaki kilka razy zmieniały lokalizacje, ale ogólne założenie jest spójne: motocykliści nie mogą tam wjeżdżać. To dlatego, że inaczej „wjechaliby do talerza z zupą, albo kufla z piwem”. Naprawdę takie słowa padły na sesji.
Zakaz ruchu motocykli wprowadzono w 2015 roku. Zrobiono to niedługo po zwolnieniu motocykli z opłat parkingowych. To przejaw niekonsekwencji samorządu. Z jednej strony chcąc promować turystykę motocyklową zdjęto opłaty parkingowe, by wkrótce zakazać ruchu motocyklami.
O wprowadzeniu zakazu zdecydował Prezydent Piotr Przytocki. Uzasadniał to chęcią ograniczenia hałasu oraz zmniejszeniem uciążliwości dla osób przebywających w Śródmieściu. Temat powracał kilkukrotnie, a i same znaki zakazu od momentu ich ustawienia zmieniały lokalizację. początkowo zakaz obejmował większy obszar.
O motocyklistów upominał się radny Gabriel Zajdel, podkreślając, ze skoro mamy hałas od stadionu, to co zmieni tych kilka motocykli jadących przez Śródmieście. Dodał, że przy różnych wydarzeniach, takich jak „zlot zabytków” motocyklistom pozwala się wyjątkowo na wjazd i to w niczym nie przeszkadza.
– I tak nie powodują hałasu takiego jak ten żużel – podsumowywał wypowiedź radny Gabriel Zajdel.

„Szpanerscy motocykliści”
Radna Anna Dubiel powiedziała, że „bardzo dobrze”, że motocykliści mają zakaz. Argumentowała, że „jest ich coraz więcej”.
– W sezonie letnim siedzi się w ogródkach piwnych. Coś się konsumuje, niekoniecznie piwo, a szpanerscy motocykliści wjechaliby do talerza zupy albo kufla z piwem – krytykowała Anna Dubiel.
Jej zdaniem nie chodzi o sam hałas, ale o pokazy i popisy „tych na motorach”. – I cześć mieszkańców sobie tego po prostu nie życzy – podkreślała Anna Dubiel.
Prezydenci nie odnieśli się do tej dyskusji. Nie padła odpowiedź czy zakaz może być usunięty.
Uważasz, że wolne media są potrzebne?
Wesprzyj naszą misję!
Erste Bank Polska: 05 1090 2590 0000 0001 3762 3216 z dopiskiem „KrosnoSfera”
Lub wesprzyj Fundację „Pasjonauci” poprzez serwis zrzutka.pl
Krosno nie rozumie turystyki motocyklowej
Na czym polega „turystyka motocyklowa”? Grupy motocyklistów liczące zwykle od dwóch do kilkunastu osób, wybierają się w jednodniowe, lub kilkudniowe trasy. W tym czasie zwiedzają miasta, atrakcje turystyczne, punkty widokowe oraz robią sobie przerwy w kawiarniach i restauracjach. Takie małe grupki na kilku motocyklach to codzienność w sezonie letnim, ale niekiedy turystyka motocyklowa przyjmuje charakter dużego, zorganizowanego rajdu liczącego kilkudziesięciu lub więcej uczestników.
Motocyklista-turysta w praktyce funkcjonuje podobnie jak każdy inny odwiedzający miasto. Przyjeżdża, zwiedza i korzysta z lokalnej oferty. Kupuje bilety wstępu, wydaje pieniądze w restauracjach, kawiarniach i sklepach z pamiątkami. Często podróżuje w grupie, co oznacza jednoczesne kilku lub kilkunastu klientów dla jednego lokalu. Obecność turysty-motocyklisty wnosi realną wartość ekonomiczną do miasta…. chyba, że nie może wjechać.

Motocykliści podróżują w specjalistycznym stroju ochronnym (kurtki, spodnie z protektorami, buty motocyklowe), który jest mało wygodny do dłuższego chodzenia, szczególnie w lecie, w wysokich temperaturach. Kask trzeba gdzieś zostawić, często mają też bagaż (sakwy, kufry) przy motocyklach.
Motocykle z wyposażeniem turystycznym są sporo warte i zostawianie ich „gdzieś daleko” jest mało komfortowe psychicznie.
Z tego względu istotne jest dla nich możliwie bliskie parkowanie w stosunku do celu wizyty. Pozwala to ograniczyć konieczność długiego poruszania się w niewygodnym i ciężkim ubiorze, zwiększa bezpieczeństwo sprzętu oraz ułatwia organizację grupy, która musi sprawnie wrócić do motocykli i kontynuować podróż. Bliskość miejsc postojowych nie wynika więc z chęci wjazdu „do talerza z zupą”, ale z praktycznych potrzeb związanych z komfortem, bezpieczeństwem i specyfiką podróżowania motocyklem.
Miasta położone przy głównych trasach w Bieszczady (jak Krosno, Sanok, Ustrzyki) leżą na naturalnym „korytarzu” ruchu turystycznego. Ten region jest regularnie opisywany jako „mekka motocyklistów” i miejsce wypraw weekendowych i dłuższych tras. W sezonie letnim i weekendowym ruch turystyczny w regionie sięga setek tysięcy osób rocznie (różne formy turystyki, w tym jednoślady) .
Motocykliści stanowią w tym wyraźną, widoczną grupę „tranzytową”. Często przejeżdżają przez miasta po drodze w góry i zatrzymują się na posiłek, tankowanie, odpoczynek.

Jeśli miasto staje się nieprzyjazne motocyklistom przez brak możliwości sensownego postoju, zakazy bez alternatywy, brak parkingów, to oni po prostu ominą takie miasto.
Czy dużo tracimy? To ciężko oszacować. Popularna trasa „w Bieszczady” w sezonie to w weekendy setki motocykli dziennie. W skali „sezonu motocyklowego” (maj–wrzesień) daje to nawet kilkadziesiąt tysięcy tysięcy motocyklistów przejeżdżających przez region. I omijających Śródmieście Krosna, bo miasto takiego turysty nie rozumie i nie chce.
Motocyklista jest turystą tranzytowym z pieniędzmi w kieszeni. Jego potrzeba bliskiego parkowania wynika z praktyki (strój, kask, sakwy, grupa). Brak uwzględnienia tej potrzeby obniża skłonność do zatrzymania się w mieście po drodze.
Uważasz, że wolne media są potrzebne?
Wesprzyj naszą misję!
Erste Bank Polska: 05 1090 2590 0000 0001 3762 3216 z dopiskiem „KrosnoSfera”
Lub wesprzyj Fundację „Pasjonauci” poprzez serwis zrzutka.pl


Pani Anna Dubiel powinna się leczyć. Widać w jej wypowiedziach i niekompetencję i głupotę i kompleksy. Szafuje hasełkami na poziomie godnym prymitywnego odbiorcy.
Hałas motocykli przesxkadza mieszkańcom? Ilu ich jest na Rynku – dziesięciu?
Rynek umiera, puste witryny i lokale na sprzedaż. Myślę, że wakimś procencie ten zakaz też się przyczynił w tej kwestii.
Motocykliści płacą takie same podatki i podlegają tym samym regułom co reszta zmotoryzowanych obywateli. Ten zakaz to dyskryminacja, przypuszczam że do łatwego uzasadnienia w ewentualnym procesie sądowym. Jeśli ktoś zachowuje się niezgodnie z normami, są od tego służby porządkowe aby uciszyć, ukarać itp.
Kocham te strony, wybrałem je świadomie jako miejsce do życia. Ale jako motocyklista i pedagog stawiam pałę Radzie Miasta za głupotę.
Erwin Gorczyca