Zorganizowaliśmy zrzutkę z nagrodami. Pomożesz? Koty bardzo często skazywane są na bezdomność. Nie budzą takiego strachu jak psy, więc rzadko stają się priorytetem dla służb odpowiedzialnych za zwierzęta. W praktyce oznacza to, że dla wielu instytucji pozostają niewidzialne… aż do chwili, gdy trzeba usunąć z drogi małe, bezbronne ciałko.
Właśnie dlatego prowadzimy projekty „Żeby kot dobre życie MIAU” oraz „Monitoring na cztery łapy”.
Naszym celem jest nie tylko ratowanie zwierząt, ale także zmiana systemowa. Monitorujemy tworzenie i przestrzeganie lokalnego prawa dotyczącego bezdomności zwierząt, wspieramy programy kastracji ograniczające ich niekontrolowaną populację oraz edukujemy mieszkańców i władze o prawach zwierząt. Nadmierna liczba bezdomnych kotów to nie tylko ich cierpienie – to także poważny problem dla lokalnego ekosystemu.

Jednak obok działań systemowych jest jeszcze codzienność, której nie da się ignorować.
To telefon o rannym kocie przy drodze.
To wychudzony maluch znaleziony w krzakach.
To zwierzę, które nigdy wcześniej nie miało swojego miejsca.
To starsza, samotna osoba prosząca o pomoc finansową w kastracji swojej kotki.

Dlatego podejmujemy także bezpośrednie interwencje. Odławiamy bezdomne koty, zapewniamy im opiekę weterynaryjną, leczenie, kastrację i bezpieczne tymczasowe schronienie. A potem robimy wszystko, aby znalazły prawdziwy dom.
Ta część naszej pracy jest najtrudniejsza – i najbardziej kosztowna. Szczególnie wtedy, gdy trafia do nas zwierzę zaniedbane, chore lub ranne, które wymaga pilnych zabiegów weterynaryjnych.
W samym Krośnie pomoc zwierzętom bezdomnym, w tym kotom jest na dobrym poziomie, co wskazywaliśmy już kilka lat temu w naszym „Monitoringu na cztery łapy”. Niestety w okolicznych gminach problem jest ogromny. Dlatego prosimy o waszą pomoc w przeciwdziałaniu bezdomności, promowaniu kastracji kotów i kotek, zarówno bezdomnych, jak i mających opiekunów.
Aktualnie pilnie szukamy pomocy dla czwórki bezdomnych kotków z gm. Rymanów (Wróblik Królewski).
To długowłosa mama i dwoje jej młodych (nie znamy płci), a także jeden kocurek, prawdopodobnie porzucony przez kogoś, a który niedawno dołączył do „stada”.

Gmina uznaje je za „wolno żyjące”. Mają zostać wyłapane do zabiegu kastracji, żeby więcej się nie rozmnażały… a następnie wypuszczone w miejsce bytowania.
Nie chcemy, żeby tak było.
Po pierwsze szukamy domów tymczasowych, żeby zwierzaki mogły w dobrych warunkach dojść do siebie po zabiegach.
Po drugie, uważamy, że to koty bezdomne. Matka pozwala się głaskać, jej dzieci podchodzą bardzo blisko do ludzi. Kocurek jest bardzo przyjazny i garnie się do człowieka.
Nie chcemy aby były bezdomne, ani żeby trafiły do schroniska.



Pozostała dwójka podchodzi blisko do człowieka, ale pozostaje nieufna.

