Strona główna Wiadomości Lifestyle Na koniec świata i jeszcze dalej

Na koniec świata i jeszcze dalej

340
0
Franciszkanin o. Jacek Wójtowicz na Runmageddon Global Sahara 2019
Bieg w palącym słońcu Sahary był bardzo wyczerpujący

O. Jacek Wójtowicz, franciszkanin z Krosna podjął niezwykłe wyzwanie, przebiegł Runmageddon Global Sahara 2019. Uczestnicy przez 3 dni pokonywali po 40 km dziennie. Było to nie tylko wyzwanie fizyczne, ale i przeżycie duchowe oraz okazja do poznania odmiennej kultury. Duchowny powrócił z wyprawy z nowymi pomysłami.

Wydarzenia pod nazwą Runmageddon odbywają się także w Polsce. O. Jacek Wójtowicz pokonał taki bieg w naszym kraju zdobywając  miano Rekruta. Było to 6 km, z 30 to z przeszkodami. Tych przeszkód było 30, część naturalna, a część celowo budowana.

Franciszkanin o. Jacek Wójtowicz na Runmageddon Global Sahara 2019
Wyprawa na pustynię miała też wymiar duchowy

– Co trzeba potrafić, żeby pokonać ten 6 km Runmagedon w Polsce?

Konieczna jest wysoka ogólna sprawność fizyczna, pokonanie biegu wymaga podciągania się, przeskakiwania, brodzenia w błocie, pokonywania lodowatej wody. Tylko część przeszkód jest naturalna.

– Inaczej było na Saharze? Tam chyba wystarczyła sama przyroda i długość biegu?

Franciszkanin o. Jacek Wójtowicz na Runmageddon Global Sahara 2019
Runmageddon to bieg z przeszkodami

Też są przeszkody dobudowane. Wiadomo, że samo pokonanie 40 km dziennie daje w kość, przeszkodą jest też temperatura. Gdyby nie wiatr to by rzeczywiście człowiek się usmażył. Chłodzące wrażenie wiatru jednak było zdradliwe, bo gdyby ktoś zapomniał wysmarować się kremem to mógł się przypalić. Każdy zawodnik musiał mieć ze sobą zapas wody i specjalnych żeli do uzupełniania płynów, batony energetyczne, a także folię NRC (specjalna folia ratownicza, w zależności od sposobu użycia chroniąca poszkodowanego przed przegrzaniem lub wychłodzeniem). Po takich 40 km trzeba było się regenerować na następny dzień, głównie przez rolowanie mięśni nóg, a niektórzy na leczeniu odparzonych i poranionych stóp.

– Sahara kojarzy się większości z nas z nieprzebytymi piaskami, ale to nie wygląda w ten sposób w każdym miejscu.

Tak, każdy dzień biegu był inny. Pierwszy – pustynia kamienista, drugi  – pustynia piaszczysta. Niekończące się wydmy co dawało w kość psychice. Trzeci dzień to Góry Atlas gdzie w najwyższym punkcie 1900 m.n.p.m zbiegaliśmy w dół do rzeki, biegnąc  jej korytem przez 7 km. Około 59 razy wchodziłem i wychodziłem z wody.

Franciszkanin o. Jacek Wójtowicz na Runmageddon Global Sahara 2019
Runmageddon wymaga ogromnej sprawności fizycznej i odporności psychicznej

 – Skąd pomysł na tak ekstremalną wyprawę, w sumie 120 km biegu po rozżarzonej pustyni? Przecież już samo przebiegnięcie „zwykłego maratonu” (ponad 40 km) w naszym klimacie, przerasta zdecydowaną większość ludzi?

– Wiele osób dziwiło się, pytano mnie, dlaczego jako duchowny jadę na taką wyprawę, a nie np. na pielgrzymkę do Ziemi Świętej lub do sanktuarium maryjnego. Powiem tak, bardzo chciałem być na pustyni. Ludzie, którzy byli na pustyni w Piśmie Świętym, wychodzili ż niej silniejsi, przemienieni, zbudowani. Mamy Jezusa, który pościł przez 40 dni na pustyni, mamy Jana Chrzciciela, który mieszka na pustyni, mamy też Naród Wybrany, który idzie z niewoli przez pustynię przez 40 lat. Dlatego gdy zobaczyłem, że Global Runmageddon jest na pustyni to mówiłem, że musze w tym wziąć udział. Te 40 km dziennie odebrałem jak znak, że powinienem tam być. Człowiek nie wierzy tylko pokładami Ducha i wnętrza, zaangażowany jest cały człowiek, jego psychika i całe ciało. Ja rozumiem tych, którzy podejmują wyzwania, a nawet giną gdzieś w wysokich górach. Ja też chcę przesuwać granice, bardzo ważne jest by w odpowiednim momencie „zapaliła się lampka”, że to jest moment, że trzeba wycofać się, odpuścić. Z drugiej strony człowiek się rozwija, umacnia podejmując rzeczy, których do tej pory nie robił. Dla wielu ludzi, którzy biegają w ultramaratonach jest to część terapii, oni często wychodzą np. z nałogu, chcą odnowić swoje życie, a ten wysiłek jest dla nich oczyszczający. Rozmawiam z nimi, przekonuję, żeby nie uzależniali się od biegania, żeby nie tracili z oczu rodziny i codziennych obowiązków, żeby pamiętali, że bieganie kiedyś się skończy, bo człowiek po prostu zestarzeje się, siły opuszczą. Pozostanie jednak młodość ducha, wciąż otwartego który pozostanie w starym ciele. Ja to widzę na co dzień wśród wielu seniorów i powiem – zazdroszczę im.

– Zatem ta wyprawa miała też wymiar duchowy? To była pierwsza wyprawa na pustynię?

Franciszkanin o. Jacek Wójtowicz na Runmageddon Global Sahara 2019
Uczestnicy przez 3 dni pokonywali po 40 km dziennie

Pierwsza i chyba ostatnia, ale zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Zetkniecie z pustynią było ogromnym, duchowym przeżyciem.  To były też przemyślenia. Ja widziałem tę pustynię i wyobrażałem sobie tam cały Naród Wybrany. Na pustyni nie ma równych ścieżek, są wydmy, brak wody, brak pożywienia. Brak mięsa, o które Mojżesz prosi Boga. To jest oczyszczający wymiar, bo do Ziemi Obiecanej wszedł już odmieniony Naród. Ja wróciłem z pustyni z nowymi pomysłami. Jednym z nich były wieczorne rekolekcje dla mężczyzn, rozpoczynające się o godzinie 22. Ludzie pukali się w głowę mówiąc „kto Ci przyjdzie?” A jednak! Jeszcze 10 minut przed 22 było tylko kilku panów, ale przez te ostatnie 10 minut świątynia się wypełniła 125 mężczyznami. Tak było przez 3 dni. To są takie niekonwencjonalne pomysły, które chcę realizować.  A czy ostania moja wyprawa? Na pustynię pewnie tak, ale mam już kolejne plany. Chcę za rok pojechać na Runmageddon Kaukaz Global do Gruzji. A więc wysokie góry. Kolejne wyzwanie i logistyczne oraz finansowe. Ale tak to już jest z facetami. Żyją wtedy kiedy mają wyzwania i konsekwentnie je realizują i do tego nie tracą kontaktu z obowiązkami dnia codziennego.

– Na taką wyprawę nie da się pojechać bez odpowiedniego przygotowania. Naprawdę najpierw trzeba zadbać o formę.

Ja dużo biegam, trzymam dietę, przygotowywałem się poprzez trening siłowy, wzmacniałem klatkę piersiową i barki. Cały organizm musi mieć siłę, bo bez tego człowiek  nie da rady. Odetnie go w pewnym momencie od rzeczywistości. Cały człowiek uczestniczy w tym wysiłku.

Franciszkanin o. Jacek Wójtowicz na Runmageddon Global Sahara 2019
Został zorganizowany również „Runmageddon Kids”, czyli bieg dla miejscowych dzieci z przeszkodami
Franciszkanin o. Jacek Wójtowicz na Runmageddon Global Sahara 2019
Podczas pobytu na Saharze o. Jacek zawarł nowe przyjaźnie
Franciszkanin o. Jacek Wójtowicz na Runmageddon Global Sahara 2019
Wsparcie na trasie jest bardzo ważne

– Czy podczas tego wyjazdu był czas na poznanie miejscowej kultury? Tak, to było spotkanie z zupełnie innym kręgiem kulturowym, otaczali nas muzułmanie. Widziałem miejsca, których nie pokaże żadne biuro turystyczne. Widzieliśmy też ogromną biedę, stąd współpraca z miejscowymi szkołami. Zorganizowaliśmy „Runmageddon Kids”, czyli bieg dla miejscowych dzieci z przeszkodami na ich możliwości. Każde otrzymało medal i nagrody, np. słodkości. Był to charytatywny wymiar naszej wyprawy i możliwość wzajemnego poznania się. To ważne, żebyśmy się poznawali, bo jak nie będziemy się znali, to będziemy się nawzajem bali.

Franciszkanin o. Jacek Wójtowicz na Runmageddon Global Sahara 2019
Przebiegnięcie Runmageddon Global Sahara to bez wątpienia zwycięstwo
Franciszkanin o. Jacek Wójtowicz na Runmageddon Global Sahara 2019
Bieg nie tylko po piasku, również w wodzie
REKLAMA

Tutaj może znaleźć się Twoja reklama.

Poznaj naszą ofertę!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here